Człowieka nieczułego na tragikomiczne aspekty życia osobistego określamy potocznie jako "człowieka nie mającego w sobie herbaty". Niepomnego tragedii świata, nieokiełznanego estetę, dającego się ponosić przypływom gwałtownych emocji, piętnujemy jako "mającego w sobie zbyt wiele herbaty".
Zagorzały wielbiciel herbaty Charles Lamb napisał kiedyś, że największą przyjemność sprawia mu spełnienie dobrego uczynku, który jedynie przez przypadek wychodzi na jaw. W słowach tych brzmi nuta prawdziwego herbatyzmu. Herbatyzm jest bowiem sztuką zatajania piękna, które należy znajdować samemu; jest sztuką sugerowania tego, czego nie ośmielamy się obnażyć. Jest szlachetną umiejętnością kpienia z siebie samego, spokojnie, lecz przenikliwie, a zatem samą kwintesencją humoru - uśmiechem filozofii.
Popołudniowe światło opromienia bambusy, fontanny szemrzą w urzeczeniu, a w naszym czajniku szumią sosny. Pozwólcie nam pomarzyć o ulotności i zadumać się nad kojącą błahością rzeczy.
Herbata jest dziełem sztuki i tylko ręka mistrza może wydobyć jej najszlachetniejsze właściwości. Istnieje dobra i zła herbata, tak jak istnieje dobre i złe malarstwo (zwłaszcza to ostatnie). Nie ma jednego przepisu idealnej herbaty, tak jak nie ma reguł na malowanie "Tycjana" lub "Sessona". Każde przygotowanie naparu z liści ma swój własny sposób snucia opowieści. Lecz zawsze musi zawierać w sobie prawdziwe piękno.
i mój ulubiony.
Herbatyzm jest kultem piękna, które daje się odnaleźć w codziennej, szarej egzystencji. Wdraża nam poczucie czystości i harmonii, tajemnicę wzajemnej życzliwości i romantyzmu ładu społecznego. W istocie swej jest uwielbieniem Niedoskonałości, nieśmiałą próbą osiągnięcia czegoś znośnego w naszym nieznośnym życiu.
Okakura Kakuzō, Księga herbatyprzekład Maria Kwiecieńska-Decker